Notka bardzo krótka, ale z moją weną ostatnio ciężko. Obiecuję, że w najbliższym czasie będzie coś dłuższego i bardziej konkretnego!
Snowhange. Ta szkoła wiecznie pokryta
białym puchem była miejscem magicznym nie tylko ze względu na to,
że była szkołą magii, ale także dzięki swojemu specyficznemu
charakterowi i bajecznemu wyglądzie. Można by pomyśleć, że nikt
nie wraca chętnie do szkoły, lecz mimo to Melody kochała to
miejsce i po dwóch miesiącach wakacji chętnie tu wróciła.
Uważała Snowhange za swój prawdziwy dom i nie wyobrażała sobie
momentu kiedy skończy szkołę i będzie musiała się stąd
wynieść. Przerażał ją sam fakt wejścia w życie dorosłe, gdzie
będzie musiała się ustatkować i myśleć poważnie o przyszłości.
Nie miała pojęcia co dalej ze sobą zrobi, ani czym się zajmie.
Czy stworzy rodzinę? Nie czuła się gotowa na żadną z tych
rzeczy.
Melody Viviere była uczennicą
dziesiątej klasy. Przynależała do Placidusa i mimo, że
charakterem nie bardzo pasowała do tego domu, gdzie powinni być
ludzie uprzejmi i spokojni, to wcale jej to nie przeszkadzało, a
wręcz podobało, że się wyróżnia. Nigdy nie lubiła być szarą
myszką, ale też celowo nie starała się pokazać. Wychodziło to
całkowicie naturalnie z jej sposobu bycia. Melody była niską,
filigranową dziewczyną o ciemnobrązowych włosach i zadziornych
oczach pełnych tajemnicy. Nieodgadniona, pełna skrajności
szesnastolatka była jak tykająca bomba, mogąca wybuchnąć w
każdej chwili. Nikt nigdy się nie dowiedział i raczej nikt nigdy
się nie dowie dlaczego taka jest. Nawet ona sama.
Rok szkolny jak zwykle rozpoczynał się
1 września wielką ucztą, która akurat nie była czymś
fascynującym dla Melody. Bardziej interesowało ją późniejsze
balowanie do późna w nocy ze znajomymi, których dawno nie
widziała. Co roku w każdym domu po wielkiej kolacji urządzane były
imprezy w każdym z trzech domów, które tworzyły Snowhange –
czyli oprócz Placidusa, Ferox i Honestus. Tradycja ta na pewno miała
się utrzymać w tym roku.
Viviere podeszła do stołu swojego
domu i rozejrzała się za jakąś znajomą twarzą. Po chwili
zauważyła swoją dobrą koleżankę z dormitorium Alexię i
pomachała do niej radośnie. Alexia Walsh była jedną jej
najlepszych koleżanek mimo że były całkowicie różne. Dla Melody
dziewczyna była dość zagubiona w świecie, trochę niezdarna i
zbyt uczuciowa, ale mimo wszystko umiała znaleźć z nią wspólny
język. Alexia była szatynką o przemiłym wyrazie twarzy i
wyglądzie całkowicie odzwierciedlającym jej dobry charakter.
Według Melody czasem zbyt dobry przez co czasem cierpiała.
- Alexia! - usiadła przy stole i spojrzała na współlokatorkę. - Jak ci minęły wakacje?
- Alexia! - usiadła przy stole i spojrzała na współlokatorkę. - Jak ci minęły wakacje?
Szatynka
odwróciła się w jej stronę i na jej ustach od razu pojawił się
szeroki uśmiech.
- Melody, witaj! - przywitała się. - Oh, wakacje były wspaniałe! A jak tam u ciebie?
- Melody, witaj! - przywitała się. - Oh, wakacje były wspaniałe! A jak tam u ciebie?
Viviere uśmiechnęła się do siebie
na samą myśl o jej wakacjach. Nie próżnowała ani chwili, jej
głowa całkowicie była zapełniona przeróżnymi wspomnieniami.
Może oprócz momentów kiedy film się jej urywał i w głowie miała
pewną lukę, ale przecież to się zdarza każdemu.
- Szwędałam się tu i tam - uśmiechnęła się tajemniczo. Nigdy nie była zbyt rozgadana jeśli chodzi o jej własną osobę. Wolała słuchać i przechowywać tajemnice innych niż powierzać komuś swoje. Było to dużo bardziej bezpieczne. - Ale miło tu wrócić mimo wszystko. I dobrze cię widzieć – powiedziała szczerze. Widać było w jej radosnym uśmiechu, że Alexia myśli tak samo.
- Mi ciebie też, na prawdę. Jednak to w Snowhange zawsze czuję że żyję. - stwierdziła.
- Szwędałam się tu i tam - uśmiechnęła się tajemniczo. Nigdy nie była zbyt rozgadana jeśli chodzi o jej własną osobę. Wolała słuchać i przechowywać tajemnice innych niż powierzać komuś swoje. Było to dużo bardziej bezpieczne. - Ale miło tu wrócić mimo wszystko. I dobrze cię widzieć – powiedziała szczerze. Widać było w jej radosnym uśmiechu, że Alexia myśli tak samo.
- Mi ciebie też, na prawdę. Jednak to w Snowhange zawsze czuję że żyję. - stwierdziła.
Właśnie chyba przez to tak dobrze się
dogadywały. Obie kochały to miejsce i czuły się tu dobrze i na
swoim miejscu. Jak w domu.
- Tak -
przyznała jej rację Melody - To miejsce ma swój urok.
Szesnastolatka zajęła się jedzeniem. Przez cały dzień praktycznie nic nie jadła, więc czuła jak okropnie burczy jej w brzuchu. Na stole było dużo przepysznego jedzenia i dziewczyna nie wiedziała za co się najpierw zabrać.
- Wybierasz się później na imprezę powitalną Placidusa? - zapytała po dłuższej chwili. Raczej nie spodziewała się, że Alexia wybierze się, ale warto było spróbować. Raczej nie było to jej ulubionym zajęciem.
Szesnastolatka zajęła się jedzeniem. Przez cały dzień praktycznie nic nie jadła, więc czuła jak okropnie burczy jej w brzuchu. Na stole było dużo przepysznego jedzenia i dziewczyna nie wiedziała za co się najpierw zabrać.
- Wybierasz się później na imprezę powitalną Placidusa? - zapytała po dłuższej chwili. Raczej nie spodziewała się, że Alexia wybierze się, ale warto było spróbować. Raczej nie było to jej ulubionym zajęciem.
- Nie -
opowiedziała krótko - Nie lubię za bardzo chodzić na tego typu
imprezy. Może wpadnę tylko na chwilę, chodź...sama nie wiem -
dziewczyna zastanawiała się. Melody wiedziała o czym myśli. Znała
ją na tyle dobrze, że nie zdziwiła kiedy usłyszała wniosek. -
Muszę się chyba jeszcze troszkę pouczyć.
Brunetka tylko kiwnęła głową.
Zawsze potrafiła się dopasować do osoby, z którą przebywa i może
przez to tak wiele osób uważało ją za przyjaciółkę, choć dla
niej praktycznie zawsze to było zbyt wielkie stwierdzenie. Potrafiła
być dobrą przyjaciółką, lecz nie potrafiła zaufać innej osobie
i odwdzięczyć się jej też przyjaźnią. Nie potrafiła się
zwierzać ze swoich sekretów, przyznać przed kimś do swych myśli,
czy czynów. Nawet przed samą sobą było to ciężkie.
- Rozumiem - Nigdy nikogo nie naciskała. Każdy robił co chciał. - Ja zamierzam się pobawić. Wiele osób dawno nie widziałam. - Odłożyła widelec i spojrzała na zegar. Nadchodził czas spotkania, które planowała już w czerwcu.- Muszę już iść. Do zobaczenia później. - Wstała od stołu i wyszła z sali, machając Alexii na pożegnanie.
- Rozumiem - Nigdy nikogo nie naciskała. Każdy robił co chciał. - Ja zamierzam się pobawić. Wiele osób dawno nie widziałam. - Odłożyła widelec i spojrzała na zegar. Nadchodził czas spotkania, które planowała już w czerwcu.- Muszę już iść. Do zobaczenia później. - Wstała od stołu i wyszła z sali, machając Alexii na pożegnanie.
Wyszła z pomieszczenia i szła w
ciszy przez korytarz. Nikogo nie mijała, nikogo tu nie było.
Wszyscy byli na Uczcie, nadaj zajadając się pysznościami. Jednak
ona nie miała na to czasu. Obiecała w czerwcu, że się pojawi na
spotkaniu jeszcze w trakcie uczty. Czuła lekkie podniecenie, które
ściskało jej żołądek, ale starała się to zignorować. Czekała
na tą rozmowę już dwa miesiące i cieszyła się, że stanie się
to już dzisiaj. Rozglądała się po zamku i na jej twarzy pojawił
się lekki uśmiech. W końcu w domu. Znów mogła czuć się w pełni
sobą.