wtorek, 26 lutego 2013

1. Snowhange.

Notka bardzo krótka, ale z moją weną ostatnio ciężko. Obiecuję, że w najbliższym czasie będzie coś dłuższego i bardziej konkretnego!

 
    Snowhange. Ta szkoła wiecznie pokryta białym puchem była miejscem magicznym nie tylko ze względu na to, że była szkołą magii, ale także dzięki swojemu specyficznemu charakterowi i bajecznemu wyglądzie. Można by pomyśleć, że nikt nie wraca chętnie do szkoły, lecz mimo to Melody kochała to miejsce i po dwóch miesiącach wakacji chętnie tu wróciła. Uważała Snowhange za swój prawdziwy dom i nie wyobrażała sobie momentu kiedy skończy szkołę i będzie musiała się stąd wynieść. Przerażał ją sam fakt wejścia w życie dorosłe, gdzie będzie musiała się ustatkować i myśleć poważnie o przyszłości. Nie miała pojęcia co dalej ze sobą zrobi, ani czym się zajmie. Czy stworzy rodzinę? Nie czuła się gotowa na żadną z tych rzeczy.
     Melody Viviere była uczennicą dziesiątej klasy. Przynależała do Placidusa i mimo, że charakterem nie bardzo pasowała do tego domu, gdzie powinni być ludzie uprzejmi i spokojni, to wcale jej to nie przeszkadzało, a wręcz podobało, że się wyróżnia. Nigdy nie lubiła być szarą myszką, ale też celowo nie starała się pokazać. Wychodziło to całkowicie naturalnie z jej sposobu bycia. Melody była niską, filigranową dziewczyną o ciemnobrązowych włosach i zadziornych oczach pełnych tajemnicy. Nieodgadniona, pełna skrajności szesnastolatka była jak tykająca bomba, mogąca wybuchnąć w każdej chwili. Nikt nigdy się nie dowiedział i raczej nikt nigdy się nie dowie dlaczego taka jest. Nawet ona sama.
    Rok szkolny jak zwykle rozpoczynał się 1 września wielką ucztą, która akurat nie była czymś fascynującym dla Melody. Bardziej interesowało ją późniejsze balowanie do późna w nocy ze znajomymi, których dawno nie widziała. Co roku w każdym domu po wielkiej kolacji urządzane były imprezy w każdym z trzech domów, które tworzyły Snowhange – czyli oprócz Placidusa, Ferox i Honestus. Tradycja ta na pewno miała się utrzymać w tym roku.
     Viviere podeszła do stołu swojego domu i rozejrzała się za jakąś znajomą twarzą. Po chwili zauważyła swoją dobrą koleżankę z dormitorium Alexię i pomachała do niej radośnie. Alexia Walsh była jedną jej najlepszych koleżanek mimo że były całkowicie różne. Dla Melody dziewczyna była dość zagubiona w świecie, trochę niezdarna i zbyt uczuciowa, ale mimo wszystko umiała znaleźć z nią wspólny język. Alexia była szatynką o przemiłym wyrazie twarzy i wyglądzie całkowicie odzwierciedlającym jej dobry charakter. Według Melody czasem zbyt dobry przez co czasem cierpiała.
- Alexia! - usiadła przy stole i spojrzała na współlokatorkę. - Jak ci minęły wakacje?
     Szatynka odwróciła się w jej stronę i na jej ustach od razu pojawił się szeroki uśmiech.
- Melody, witaj! - przywitała się. - Oh, wakacje były wspaniałe! A jak tam u ciebie?
     Viviere uśmiechnęła się do siebie na samą myśl o jej wakacjach. Nie próżnowała ani chwili, jej głowa całkowicie była zapełniona przeróżnymi wspomnieniami. Może oprócz momentów kiedy film się jej urywał i w głowie miała pewną lukę, ale przecież to się zdarza każdemu.
- Szwędałam się tu i tam - uśmiechnęła się tajemniczo. Nigdy nie była zbyt rozgadana jeśli chodzi o jej własną osobę. Wolała słuchać i przechowywać tajemnice innych niż powierzać komuś swoje. Było to dużo bardziej bezpieczne. - Ale miło tu wrócić mimo wszystko. I dobrze cię widzieć – powiedziała szczerze. Widać było w jej radosnym uśmiechu, że Alexia myśli tak samo.
- Mi ciebie też, na prawdę. Jednak to w Snowhange zawsze czuję że żyję. - stwierdziła.
     Właśnie chyba przez to tak dobrze się dogadywały. Obie kochały to miejsce i czuły się tu dobrze i na swoim miejscu. Jak w domu.
- Tak - przyznała jej rację Melody - To miejsce ma swój urok.
     Szesnastolatka zajęła się jedzeniem. Przez cały dzień praktycznie nic nie jadła, więc czuła jak okropnie burczy jej w brzuchu. Na stole było dużo przepysznego jedzenia i dziewczyna nie wiedziała za co się najpierw zabrać.
- Wybierasz się później na imprezę powitalną Placidusa? - zapytała po dłuższej chwili. Raczej nie spodziewała się, że Alexia wybierze się, ale warto było spróbować. Raczej nie było to jej ulubionym zajęciem.
- Nie - opowiedziała krótko - Nie lubię za bardzo chodzić na tego typu imprezy. Może wpadnę tylko na chwilę, chodź...sama nie wiem - dziewczyna zastanawiała się. Melody wiedziała o czym myśli. Znała ją na tyle dobrze, że nie zdziwiła kiedy usłyszała wniosek. - Muszę się chyba jeszcze troszkę pouczyć.
     Brunetka tylko kiwnęła głową. Zawsze potrafiła się dopasować do osoby, z którą przebywa i może przez to tak wiele osób uważało ją za przyjaciółkę, choć dla niej praktycznie zawsze to było zbyt wielkie stwierdzenie. Potrafiła być dobrą przyjaciółką, lecz nie potrafiła zaufać innej osobie i odwdzięczyć się jej też przyjaźnią. Nie potrafiła się zwierzać ze swoich sekretów, przyznać przed kimś do swych myśli, czy czynów. Nawet przed samą sobą było to ciężkie.
- Rozumiem - Nigdy nikogo nie naciskała. Każdy robił co chciał. - Ja zamierzam się pobawić. Wiele osób dawno nie widziałam. - Odłożyła widelec i spojrzała na zegar. Nadchodził czas spotkania, które planowała już w czerwcu.- Muszę już iść. Do zobaczenia później. - Wstała od stołu i wyszła z sali, machając Alexii na pożegnanie.
      Wyszła z pomieszczenia i szła w ciszy przez korytarz. Nikogo nie mijała, nikogo tu nie było. Wszyscy byli na Uczcie, nadaj zajadając się pysznościami. Jednak ona nie miała na to czasu. Obiecała w czerwcu, że się pojawi na spotkaniu jeszcze w trakcie uczty. Czuła lekkie podniecenie, które ściskało jej żołądek, ale starała się to zignorować. Czekała na tą rozmowę już dwa miesiące i cieszyła się, że stanie się to już dzisiaj. Rozglądała się po zamku i na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech. W końcu w domu. Znów mogła czuć się w pełni sobą.