Notkę dedykuję Kasi i mam nadzieję, że to ona będzie mieć do mnie cierpliwość i to ona wytrzyma ze mną :D
2 miesiące wcześniej...
Patrzyła w oczy pełne gniewu i
bezsilności. Jeszcze nigdy nie widziała, aby patrzył na nią w
ten sposób. To raczej ona miała tu silny charakter, a nie ON. On
zawsze był uległy i grzeczny. Jak widać każdy jest w stanie
stracić cierpliwość i wybuchnąć. Udawała, że ją to śmieszy,
patrzyła na niego z rozbawieniem, widząc jak wije się ze złości.
Jednak w głębi duszy czuła kłucie i delikatny strach. Nie
spodziewała się po nim takiej reakcji, miał przecież być taki
jakiego ona go chciała. Jak śmiał zburzyć jej spokój i się jej
sprzeciwić?
- Albo przyznasz, że jesteśmy
razem i pokażemy się ludziom, albo ja kończę to... - zaciął
się, nie wiedząc co ma powiedzieć przez co zezłościł się
jeszcze bardziej. - To... coś!
Uśmiechnęła się lekko pod nosem i
wzruszyła ramionami.
- Co ty odwalasz w ogóle? -
zapytała, patrząc mu odważnie w oczy. - Przestań zachowywać się
jak małe dziecko.
Chłopak, aż drżał ogarnięty
furią, z jego oczy cisnęły pioruny, a ręce zaciskały się i
rozluźniały. Miał ochotę ją rozszarpać, to jasne. Zawsze
obojętna, nie przejęta niczym innym poza sobą jeszcze prowokowała
go, aby złość ogarniała go jeszcze bardziej. Dlaczego ona była
tak okrutna? Co on tu jeszcze robił z nią? Czy ona jest tego
warta, by tak się upokarzać?
- To ty się zachowujesz jak
dziecko. - Podszedł do niej i popatrzył jej prosto w oczy twardym
wzrokiem. Myślał pewnie, że dziewczyna zmięknie, lecz ona
uśmiechnęła się tylko jeszcze bardziej. Jego twarz była słodka
jak u małego dziecka, tak niewiarygodna kiedy się złościł, że
aż mu współczuła. Z tak ciepłym spojrzeniem nie wiele może
zdziałać.
- Wiesz... teoretycznie to ja jestem
jeszcze dzieckiem. Mam szesnaście lat – powiedziała, udając
beztroskę i odwróciła się z zamiarem wyjścia z komórki na
miotły.
Złapał ją za nadgarstek tak mocno,
że aż syknęła. Przyciągnął ją do siebie tak, że stykali się
ze sobą klatkami piersiowymi, a ich twarze były bardzo blisko
siebie.
- Musisz się określić, Melody –
powiedział poważnie, przeszywając ją wzrokiem. Jeszcze nigdy go
takiego nie widziała. Z natury był słaby i to ona dominowała w
ich tajemnym „związku”. Na początku miała to być tylko
zabawa. Bo kto by się zainteresował takim przeciętnym chłopakiem
jak on? Był totalnie zwyczajny, bez żadnych szczególnych cech,
które mogą zafascynować kobietę. Z wyglądu był przeciętny,
wyglądał wręcz jak urocze, małe dziecko, które kiedyś w
przyszłości może wyrosnąć na całkiem przystojnego mężczyznę.
Mimo że czuła, że traci swoją
przewagę, którą zawsze nad nim miała. Wiedziała, że on
zakochał się w niej bez pamięci, ale najgorsze było to, że i
ona nie mogła powiedzieć, że jest jej obojętny. Jasne było to,
że nigdy mu tego nie wyzna, przecież Melody Viviere nie była
stworzona do związku. Dzielenia z kimś swych emocji? Poświęcenia
dla drugiej osoby i troski o nią? Co to, to nie! Związek niszczy
osobowość i ona nie miała zamiaru dać zniszczyć swojej.
Zwłaszcza nie przez jakiegoś tam przeciętniaka. Więc co w nim
takiego było, że zaczęła coś do niego czuć?
- Widzimy się pierwszego września.
I lepiej, żebyś do tego czasu podjęła decyzję. - Odepchnął ją
od siebie i wyszedł, nie odwracając za nią wzroku.
Siedział na schodach i patrzył jak
wszyscy ludzie mijający się na korytarzu żegnają się ze sobą i
życzą sobie miłych wakacji. W końcu mieli się nie widzieć przez
następne dwa miesiące. Jego też czasem ktoś klepnął w ramię i
machał mu na pożegnanie, jednak nie był na tyle popularną osobą,
żeby co chwilę ktoś mu przeszkadzał w rozmyśleniach. Raczej znał
ludzi ze swojego rocznika, parę osób z innych klas i nikogo więcej.
Patrzył na swoje dłonie, które
okropnie mu drżały, nie potrafił ich powstrzymać, tak samo jak
oddechu, który nadal był przyspieszony. Czuł jak boli go klatka
piersiowa jakby miał zaraz się udusić. Piekły go oczy, ale mrugał
szybko, aby publicznie nie pociekły mu łzy po policzkach. Może nie
był jakiś bardzo męski, ale mimo wszystko był mężczyzną i nie
miał zamiaru płakać, a tym bardziej nie w takim miejscu. To co
czuł to było dla niego zupełnie nowe uczucie. Przed Melody żadna
dziewczyna nim się nie zainteresowała. Wiadomo, miał koleżanki,
ale zawsze wszystkie traktowały go tylko jako kolegę. Kiedy
odezwała się do niego taka dziewczyna jak Viviere nie wierzył we
własne oczy. Brunetka raczej nigdy nie traciła czasu na takich
przeciętniaków jak on.
Kiedy jego oddech się uspokoił i
zaczął racjonalnie myśleć zrozumiał co właśnie zrobił. On
krzyczał na nią, starał się coś na niej wymusić i postawił jej
ultimatum! Jak mógł być tak głupi?! Teraz to na pewno ją straci,
przecież Melody nie da się tak traktować! Nie wiedział co w niego
wstąpiło i już wiedział, że popełnił największy błąd w jego
życiu. Straci swoją ukochaną na zawsze. Już lepiej gdyby nadal
się spotykali w tajemnicy, przynajmniej miałby ją choć na chwilę
dla siebie!
Zerwał się na nogi i pobiegł w
stronę domu Placidusa. Chciał ją znaleźć, przeprosić, przytulić
i powiedzieć, że będzie tak jak ona chce, że wcale nie musi
podejmować takich decyzji. Miał nadzieję, że jeszcze uda się to
wszystko uratować, lecz tak się nie stało. Nie znalazł jej, mimo
że szukał bardzo długo. Jednak nieuchronnie przyszedł czas
powrotu do domu. Na całe wakacje. Dwa miesiące. Mógł mieć tylko
nadzieję, że ona się pojawi pierwszego września i pozwoli mu to
wszystko naprawić.
Teraz...
Melody opuściła Wielką Ucztę
bardzo wcześnie. Chciała znaleźć go jak najszybciej i powiedzieć
mu o tym o czym myślała przez całe wakacje. Czuła jak mocno bije
jej serce, lecz miała nadzieję, że nie widać tego po niej. Mimo
wszystko jego słowa sprzed dwóch miesięcy zabolały ją i
siedziały w jej głowie przez całe wakacje, nie dając jej spokoju.
Najgorsze było dla niej zrozumienie, że naprawdę zależy jej na
nim. I to bardzo. Kiedy to do niej dotarło to reszta przyszła jej z
łatwością. Już wiedziała co ma zrobić. Tylko najpierw musiała
go znaleźć.
Kiedy zapukała do drzwi męskiego
dormitorium Placidusa i usłyszła ciche „proszę” czuła jak
mocno ściska jej się żołądek. Odetchnęła lekko, narzuciła na
twarz swoją obojętną minę i weszła do środka.
Spojrzała na smutnego Kola Hemeckera,
siedzącego jak ostatnia sierota na swoim łóżku i serce jej
zmiękło, a nogi ugięły się pod nią. Miała ochotę zrobić w
tym momencie tylko jedną rzecz i przeklinała się za to, że nie
umie nad tym zapanować. Po raz pierwszy w życiu nie potrafiła tego
zrobić. Podeszła szybko do chłopaka, usiadła mu na kolanach i
pocałowała go namiętnie. Czuła jak jego usta drżą spragnione
tego pocałunku i jak mocno wpijają się w jej wargi. Objęła jego
kark i przyciągnęła mocno do siebie. On objął ją mocno w talii
tak jakby nigdy miał już jej nie wypuścić.
Gdy oderwali się od siebie on
uśmiechał się lekko, w jego oczach widać było szaleńcze
szczęście, jakby jego największe marzenie właśnie się spełniło.
Wtedy ona otrząsnęła się i skamieniała. Właśnie tego się
bała, tego, że ktoś będzie w stanie tak na nią patrzeć, jakby
była jakiś najwspanialszym podarunkiem na świecie i będzie w
stanie poświęcić życie dla niej, a on właśnie w tym momencie
był zdolny do tego. Dlatego nie chciała się angażować i już
wiedziała co ma zrobić. To co planowała przez całe wakacje.
- Słuchaj, Kol... - Jego uśmiech
lekko pobladł, ale jeszcze utrzymywał się na jego twarzy. -
Myślę, że lepiej będzie jak przestaniemy się spotykać. To
miała być tylko zabawa, a ty... - Dziewczyna twardo patrzyła mu w
oczy, nie dając poznać po sobie jak ciężko jej to było zrobić.
- A ty się zaangażowałeś. Ja nic do ciebie nie czuję. - Te
słowa ledwo przechodziły jej przez gardło, ale wiedziała, że
brzmi wiarygodnie. - I nigdy nic do ciebie nie poczuję.
Wstała z jego kolan, uśmiechnęła
się swoim pocieszającym uśmiechem i odwróciła się w stronę
wyjścia, zostawiając otępionego chłopaka sam na sam ze swoim
bólem i pierwszym w życiu miłosnym rozczarowaniem.
Melody kiedy zamknęła za sobą drzwi
szybko pobiegła do swojego dormitorium, mając nadzieję, że
nikogo tam jeszcze nie będzie. Na jej szczęście tak właśnie
było. Otworzyła swoją walizkę i szukając w niej butelki
Ognistej Whisky otarła łzę spływającą jej po policzku.
Starała się jak najciszej wejść do
dormitorium, aby nie obudzić swoich współlokatorek. Wiedziała, że
nie jest to łatwe ze względu na stan upojenia w jakim się
znajdowała. Mimo prób bycia dyskretną obudziła się Alexia.
- Kto to? -
zapytała półszeptem, a Melody skrzywiła się. Odetchnęła lekko
i skierowała się poomacku do łóżka koleżanki. Położyła się
obok niej, a praktycznie na niej, bo dziewczyna jęknęła z bólu.
- Przepraszam, że cię obudziłam - położyła głowę na poduszkę. Czuła jak kręci się jej w głowie i starała się nad tym zapanować. Nie lubiła tego stanu, chyba zresztą jak każdy. Musiała walczyć ze sobą, żeby nie zwymiotować. Piła żeby poczuć się lepiej, a wychodzi na to, że czuje się jeszcze gorzej.
- Przepraszam, że cię obudziłam - położyła głowę na poduszkę. Czuła jak kręci się jej w głowie i starała się nad tym zapanować. Nie lubiła tego stanu, chyba zresztą jak każdy. Musiała walczyć ze sobą, żeby nie zwymiotować. Piła żeby poczuć się lepiej, a wychodzi na to, że czuje się jeszcze gorzej.
- Nic nie
szkodzi, ale gdzie ty się tak włóczysz, dziewczyno? - zapytała
cicho, chodź niepotrzebnie, bo innych dziewczyn nie obudziłyby
nawet armatnie wystrzały. Wszystkie spały twardo po powitalnej
imprezie Placidusa.
- Miałam
pewne plany co do wieczora - przymknęła oczy. Była strasznie
zmęczona. Nie chciała o wcześniejszych wydarzeniach ani mówić,
ani nawet myśleć. Serce ją od tego bolało zbyt mocno. Miała
nadzieję, że to tylko chwilowe i jutro wszystko wróci do normy.
Znów będzie tą samą obojętna Melody co zawsze. - Powiem ci jak
wszystko pójdzie po mojej myśli. - Sama nie wiedziała za bardzo o
co jej chodzi. Co ma pójść po jej myśli? Jedynie to ten cholerny
ból serca mógłby minąć. Dlaczego ją tak mocno boli? Przecież
alkohol miał to wyleczyć jak zawsze. Może za mało wypiła? -
Pouczyłaś się? - zapytała, starając zmienić temat.
Alexia przewróciła się w jej stronę
i popatrzyła jej w oczy.
- Nie, niestety. Lena mnie wyciągnęła na tą imprezę do Feroxa –
odpowiedziała. Viviere uśmiechnęła się lekko. To dobrze. Przyda
się tej dziewczynie trochę rozrywki. Za dużo się uczy.
Zdecydowanie za dużo. - Później byłam na nią okropnie zła za
to.. Kompletnie mi się tam nie podobało.
- Dziś nie
miałam nastroju na zabawę. - rzekła, całkiem szczerze. - Za to ja
widzę, że ty się nieźle bawiłaś.
Melody zamyśliła się na chwilę.
Zerwanie ze swoim nawet nie chłopakiem, picie i płacz w
samotności... Raczej nie była to wymarzona zabawa.
- Całkiem dobrze – skłamała.
Przymknęła oczy, bo czuła jak ogarnia ją senność.- Całkiem
dobrze...Nic więcej już nie pamiętała.