środa, 27 marca 2013

2. On.

 Notkę dedykuję Kasi i mam nadzieję, że to ona będzie mieć do mnie cierpliwość i to ona wytrzyma ze mną :D



2 miesiące wcześniej...

-Mam dość ukrywania się i bycia twoim chłopcem na zawołanie!
     Patrzyła w oczy pełne gniewu i bezsilności. Jeszcze nigdy nie widziała, aby patrzył na nią w ten sposób. To raczej ona miała tu silny charakter, a nie ON. On zawsze był uległy i grzeczny. Jak widać każdy jest w stanie stracić cierpliwość i wybuchnąć. Udawała, że ją to śmieszy, patrzyła na niego z rozbawieniem, widząc jak wije się ze złości. Jednak w głębi duszy czuła kłucie i delikatny strach. Nie spodziewała się po nim takiej reakcji, miał przecież być taki jakiego ona go chciała. Jak śmiał zburzyć jej spokój i się jej sprzeciwić?
- Albo przyznasz, że jesteśmy razem i pokażemy się ludziom, albo ja kończę to... - zaciął się, nie wiedząc co ma powiedzieć przez co zezłościł się jeszcze bardziej. - To... coś!
     Uśmiechnęła się lekko pod nosem i wzruszyła ramionami.
- Co ty odwalasz w ogóle? - zapytała, patrząc mu odważnie w oczy. - Przestań zachowywać się jak małe dziecko.
     Chłopak, aż drżał ogarnięty furią, z jego oczy cisnęły pioruny, a ręce zaciskały się i rozluźniały. Miał ochotę ją rozszarpać, to jasne. Zawsze obojętna, nie przejęta niczym innym poza sobą jeszcze prowokowała go, aby złość ogarniała go jeszcze bardziej. Dlaczego ona była tak okrutna? Co on tu jeszcze robił z nią? Czy ona jest tego warta, by tak się upokarzać?
- To ty się zachowujesz jak dziecko. - Podszedł do niej i popatrzył jej prosto w oczy twardym wzrokiem. Myślał pewnie, że dziewczyna zmięknie, lecz ona uśmiechnęła się tylko jeszcze bardziej. Jego twarz była słodka jak u małego dziecka, tak niewiarygodna kiedy się złościł, że aż mu współczuła. Z tak ciepłym spojrzeniem nie wiele może zdziałać.
- Wiesz... teoretycznie to ja jestem jeszcze dzieckiem. Mam szesnaście lat – powiedziała, udając beztroskę i odwróciła się z zamiarem wyjścia z komórki na miotły.
    Złapał ją za nadgarstek tak mocno, że aż syknęła. Przyciągnął ją do siebie tak, że stykali się ze sobą klatkami piersiowymi, a ich twarze były bardzo blisko siebie.
- Musisz się określić, Melody – powiedział poważnie, przeszywając ją wzrokiem. Jeszcze nigdy go takiego nie widziała. Z natury był słaby i to ona dominowała w ich tajemnym „związku”. Na początku miała to być tylko zabawa. Bo kto by się zainteresował takim przeciętnym chłopakiem jak on? Był totalnie zwyczajny, bez żadnych szczególnych cech, które mogą zafascynować kobietę. Z wyglądu był przeciętny, wyglądał wręcz jak urocze, małe dziecko, które kiedyś w przyszłości może wyrosnąć na całkiem przystojnego mężczyznę.
     Mimo że czuła, że traci swoją przewagę, którą zawsze nad nim miała. Wiedziała, że on zakochał się w niej bez pamięci, ale najgorsze było to, że i ona nie mogła powiedzieć, że jest jej obojętny. Jasne było to, że nigdy mu tego nie wyzna, przecież Melody Viviere nie była stworzona do związku. Dzielenia z kimś swych emocji? Poświęcenia dla drugiej osoby i troski o nią? Co to, to nie! Związek niszczy osobowość i ona nie miała zamiaru dać zniszczyć swojej. Zwłaszcza nie przez jakiegoś tam przeciętniaka. Więc co w nim takiego było, że zaczęła coś do niego czuć?
- Widzimy się pierwszego września. I lepiej, żebyś do tego czasu podjęła decyzję. - Odepchnął ją od siebie i wyszedł, nie odwracając za nią wzroku.



      Siedział na schodach i patrzył jak wszyscy ludzie mijający się na korytarzu żegnają się ze sobą i życzą sobie miłych wakacji. W końcu mieli się nie widzieć przez następne dwa miesiące. Jego też czasem ktoś klepnął w ramię i machał mu na pożegnanie, jednak nie był na tyle popularną osobą, żeby co chwilę ktoś mu przeszkadzał w rozmyśleniach. Raczej znał ludzi ze swojego rocznika, parę osób z innych klas i nikogo więcej.
      Patrzył na swoje dłonie, które okropnie mu drżały, nie potrafił ich powstrzymać, tak samo jak oddechu, który nadal był przyspieszony. Czuł jak boli go klatka piersiowa jakby miał zaraz się udusić. Piekły go oczy, ale mrugał szybko, aby publicznie nie pociekły mu łzy po policzkach. Może nie był jakiś bardzo męski, ale mimo wszystko był mężczyzną i nie miał zamiaru płakać, a tym bardziej nie w takim miejscu. To co czuł to było dla niego zupełnie nowe uczucie. Przed Melody żadna dziewczyna nim się nie zainteresowała. Wiadomo, miał koleżanki, ale zawsze wszystkie traktowały go tylko jako kolegę. Kiedy odezwała się do niego taka dziewczyna jak Viviere nie wierzył we własne oczy. Brunetka raczej nigdy nie traciła czasu na takich przeciętniaków jak on.
      Kiedy jego oddech się uspokoił i zaczął racjonalnie myśleć zrozumiał co właśnie zrobił. On krzyczał na nią, starał się coś na niej wymusić i postawił jej ultimatum! Jak mógł być tak głupi?! Teraz to na pewno ją straci, przecież Melody nie da się tak traktować! Nie wiedział co w niego wstąpiło i już wiedział, że popełnił największy błąd w jego życiu. Straci swoją ukochaną na zawsze. Już lepiej gdyby nadal się spotykali w tajemnicy, przynajmniej miałby ją choć na chwilę dla siebie!
      Zerwał się na nogi i pobiegł w stronę domu Placidusa. Chciał ją znaleźć, przeprosić, przytulić i powiedzieć, że będzie tak jak ona chce, że wcale nie musi podejmować takich decyzji. Miał nadzieję, że jeszcze uda się to wszystko uratować, lecz tak się nie stało. Nie znalazł jej, mimo że szukał bardzo długo. Jednak nieuchronnie przyszedł czas powrotu do domu. Na całe wakacje. Dwa miesiące. Mógł mieć tylko nadzieję, że ona się pojawi pierwszego września i pozwoli mu to wszystko naprawić.



Teraz...
      Melody opuściła Wielką Ucztę bardzo wcześnie. Chciała znaleźć go jak najszybciej i powiedzieć mu o tym o czym myślała przez całe wakacje. Czuła jak mocno bije jej serce, lecz miała nadzieję, że nie widać tego po niej. Mimo wszystko jego słowa sprzed dwóch miesięcy zabolały ją i siedziały w jej głowie przez całe wakacje, nie dając jej spokoju. Najgorsze było dla niej zrozumienie, że naprawdę zależy jej na nim. I to bardzo. Kiedy to do niej dotarło to reszta przyszła jej z łatwością. Już wiedziała co ma zrobić. Tylko najpierw musiała go znaleźć.
      Kiedy zapukała do drzwi męskiego dormitorium Placidusa i usłyszła ciche „proszę” czuła jak mocno ściska jej się żołądek. Odetchnęła lekko, narzuciła na twarz swoją obojętną minę i weszła do środka.
Spojrzała na smutnego Kola Hemeckera, siedzącego jak ostatnia sierota na swoim łóżku i serce jej zmiękło, a nogi ugięły się pod nią. Miała ochotę zrobić w tym momencie tylko jedną rzecz i przeklinała się za to, że nie umie nad tym zapanować. Po raz pierwszy w życiu nie potrafiła tego zrobić. Podeszła szybko do chłopaka, usiadła mu na kolanach i pocałowała go namiętnie. Czuła jak jego usta drżą spragnione tego pocałunku i jak mocno wpijają się w jej wargi. Objęła jego kark i przyciągnęła mocno do siebie. On objął ją mocno w talii tak jakby nigdy miał już jej nie wypuścić.
      Gdy oderwali się od siebie on uśmiechał się lekko, w jego oczach widać było szaleńcze szczęście, jakby jego największe marzenie właśnie się spełniło. Wtedy ona otrząsnęła się i skamieniała. Właśnie tego się bała, tego, że ktoś będzie w stanie tak na nią patrzeć, jakby była jakiś najwspanialszym podarunkiem na świecie i będzie w stanie poświęcić życie dla niej, a on właśnie w tym momencie był zdolny do tego. Dlatego nie chciała się angażować i już wiedziała co ma zrobić. To co planowała przez całe wakacje.
- Słuchaj, Kol... - Jego uśmiech lekko pobladł, ale jeszcze utrzymywał się na jego twarzy. - Myślę, że lepiej będzie jak przestaniemy się spotykać. To miała być tylko zabawa, a ty... - Dziewczyna twardo patrzyła mu w oczy, nie dając poznać po sobie jak ciężko jej to było zrobić. - A ty się zaangażowałeś. Ja nic do ciebie nie czuję. - Te słowa ledwo przechodziły jej przez gardło, ale wiedziała, że brzmi wiarygodnie. - I nigdy nic do ciebie nie poczuję.
      Wstała z jego kolan, uśmiechnęła się swoim pocieszającym uśmiechem i odwróciła się w stronę wyjścia, zostawiając otępionego chłopaka sam na sam ze swoim bólem i pierwszym w życiu miłosnym rozczarowaniem.
     Melody kiedy zamknęła za sobą drzwi szybko pobiegła do swojego dormitorium, mając nadzieję, że nikogo tam jeszcze nie będzie. Na jej szczęście tak właśnie było. Otworzyła swoją walizkę i szukając w niej butelki Ognistej Whisky otarła łzę spływającą jej po policzku.



     Starała się jak najciszej wejść do dormitorium, aby nie obudzić swoich współlokatorek. Wiedziała, że nie jest to łatwe ze względu na stan upojenia w jakim się znajdowała. Mimo prób bycia dyskretną obudziła się Alexia.
- Kto to? - zapytała półszeptem, a Melody skrzywiła się. Odetchnęła lekko i skierowała się poomacku do łóżka koleżanki. Położyła się obok niej, a praktycznie na niej, bo dziewczyna jęknęła z bólu.
- Przepraszam, że cię obudziłam - położyła głowę na poduszkę. Czuła jak kręci się jej w głowie i starała się nad tym zapanować. Nie lubiła tego stanu, chyba zresztą jak każdy. Musiała walczyć ze sobą, żeby nie zwymiotować. Piła żeby poczuć się lepiej, a wychodzi na to, że czuje się jeszcze gorzej.
- Nic nie szkodzi, ale gdzie ty się tak włóczysz, dziewczyno? - zapytała cicho, chodź niepotrzebnie, bo innych dziewczyn nie obudziłyby nawet armatnie wystrzały. Wszystkie spały twardo po powitalnej imprezie Placidusa.
- Miałam pewne plany co do wieczora - przymknęła oczy. Była strasznie zmęczona. Nie chciała o wcześniejszych wydarzeniach ani mówić, ani nawet myśleć. Serce ją od tego bolało zbyt mocno. Miała nadzieję, że to tylko chwilowe i jutro wszystko wróci do normy. Znów będzie tą samą obojętna Melody co zawsze. - Powiem ci jak wszystko pójdzie po mojej myśli. - Sama nie wiedziała za bardzo o co jej chodzi. Co ma pójść po jej myśli? Jedynie to ten cholerny ból serca mógłby minąć. Dlaczego ją tak mocno boli? Przecież alkohol miał to wyleczyć jak zawsze. Może za mało wypiła? - Pouczyłaś się? - zapytała, starając zmienić temat.
       Alexia przewróciła się w jej stronę i popatrzyła jej w oczy.
- Nie, niestety. Lena mnie wyciągnęła na tą imprezę do Feroxa – odpowiedziała. Viviere uśmiechnęła się lekko. To dobrze. Przyda się tej dziewczynie trochę rozrywki. Za dużo się uczy. Zdecydowanie za dużo. - Później byłam na nią okropnie zła za to.. Kompletnie mi się tam nie podobało.
- Dlaczego? - zapytała sennym głosem.
- Dziś nie miałam nastroju na zabawę. - rzekła, całkiem szczerze. - Za to ja widzę, że ty się nieźle bawiłaś.
       Melody zamyśliła się na chwilę. Zerwanie ze swoim nawet nie chłopakiem, picie i płacz w samotności... Raczej nie była to wymarzona zabawa.
- Całkiem dobrze – skłamała. Przymknęła oczy, bo czuła jak ogarnia ją senność.- Całkiem dobrze...
      Nic więcej już nie pamiętała.

5 komentarzy:

  1. Nie wiem co myśleć o Melody. Wszystko fajnie, pięknie, ale jakby ona go nie pocałowała! A teraz... Na miejscu Kola palnęłabym sobie w łeb. Albo jej. Jest kompletnie niezdecydowana i łatwo zmienia decyzje. Bardzo. Żal mi ich, ale jego bardziej. On jest taki kochany :). Niech o nią walczy! Ja mu będę kibicować ^^!

    OdpowiedzUsuń
  2. Melody jest świetna! Rozwala wszelkie systemy. Chociaż nie powiem, żebym nie liczyła na happy end! ;(
    Jest i niezmiernie przykro z powodu Kola, który chyba stanie się jedną z moich ulubionych postaci! Bardzo mi pasuje do mojej Rosie, może by coś na tym polu wymyślić, hm? Tak, wiem, od takich spraw jest forum, Lei.
    Ale w każdym razie: notka bardzo mi się podobała, a to cofnięcie w czasie było bardzo udanym zagraniem ^^ Wszyscy ładnie pięknie zaczynają od pierwszego września, a tutaj coś innego. Miło się to czytało. I ten Kol... Jejku jaki on jest słodki *.* Rozpływam się.
    Melody... nie wiedziałam, że będzie tak oziębła. Bardzo mi się to podoba, wbrew pozorom. Lubię takie myślenie, jakie ona reprezentuje!
    Chociaż i tak tą notką zawładnął Kol... Ah... Kol... x) chyba się zakochałam. A jak jeszcze dopasuje sobie do niego jego wizerunek, to po prostu moja wyobraźnia szaleje. Bardzo udana notka :D Kol :D
    Czekam na kolejną. Mam nadzieję, że mój ulubieniec nie zniknie w kolejnych częściach, tylko na stałe zagości u Melody ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Piskliwy głosik w mojej głowie szaleje, powtarzając w kółko: ale piękna miłość, ale piękna miłość. (od razu przypomina mi się piosenka Łoboszewskiej 'brzydcy', tylko że oni n i e są brzydcy, ale to szczegół). Jestem totalnie zauroczona, narobiłaś mi strasznego apetytu i powinni Cię za to skazać na jakieś przymusowe roboty w skrajnych temperaturach. Mogłoby się pisać częściej, co? Mogłoby. A nie, takie nienasycenie upowszechniać. Kol jest cudowny. W ogóle nie przypuszczałam, że taki będzie! Moja wyobraźnia tym razem spłatała mi figla, bo mogłam spodziewać się wszystkiego, ale nie takiego cudownego wrażliwa! Stanowczego i uległego zarazem. Majstersztyk. Melody też mu nie ustępuje i zaskakuje raz za razem.
    Proszę o więcej.
    Obiecuję, że będę grzeczna.
    Całuję,
    Marcela

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie! Absolutnie mi się to nie podoba! Jak Melody mogła tak postąpić? Ja rozumiem, zero zaangażowania i w ogóle, ale żeby najpierw całować go, a później walić prosto z mostu, że koniec ze spotykaniem się? W głowie mi się nie mieści, jakim trzeba być wrednym. Sam Kol wydaje mi się za to przesłodki. Mimo, że nie lubię tego typu facetów, którzy się nad sobą rozczulają, to jego z chęcią wzięłabym w ramiona i wytuliła za wszystkie czasy!
    No nic, pozostaje mi jedynie czekać na więcej, drąc się w międzyczasie, że czemu tak mało do cholery!
    Pozdrawiam i życzę weny. Mogę Ci oddać trochę swojej :) Bierz na worki od razu :)
    F.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo fajna notka. Nasz dialog też wyszedł dobrze. Bardzo mi się podobało. Szkoda mi tylko Melody postanowiła podjąć taką decyzję. Kol jest super, chodzi kompletnie nie spodziewałam się, że był kiedyś z Melody. Zszokowałaś mnie Tośka ;)
    No cóż. Nic dodać i nic ująć i czekać tylko na więcej. ^^
    Wiele weny ci życzę! :*
    Pisz szybko!

    OdpowiedzUsuń